Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strona główna » Bez kategorii » O zaczarowanych krakowskich gołębiach

O zaczarowanych krakowskich gołębiach

Każdy, kto był kiedyś w Krakowie albo w dawnej stolicy Polski mieszka wie, że w tym mieście swoje miejsce od zawsze mają gołębie. One też zdają się wiedzieć o tym, że Kraków jest również ich stolicą i ich szczególnym miejscem na ziemi. Nikt chyba nie wyobraża sobie Krakowa bez gołębi, a szczególnie Rynku. Gołębie mogą liczyć na przychylność turystów, którzy uwielbiają robić sobie zdjęcia w ich towarzystwie, a ponieważ i one z natury są towarzyskie i nie boją się ludzi, od pokoleń zamieszkując wraz z nimi krakowską ziemię, na zdjęciach prezentują się wspaniale, szczególnie, gdy całym stadem przelatują z miejsca na miejsce licząc na to, że ktoś nakarmi je smakołykami.

Niektórzy nie lubią gołębi, niestety, zdarza się, że podczas spokojnego spaceru, ewentualnie wypoczynku w cieniu drzew na pobliskich Plantach jakiś gołąb obdarzy nas „ptasią niespodzianką”, która niekoniecznie dobrze prezentuje się na kołnierzu płaszcza, czy marynarki… To naprawdę może zdenerwować nawet najprzyjaźniej do gołębi nastawionego turystę, czy mieszkańca Krakowa, ale cóż, trzeba pamiętać, że w Krakowie jest miejsce i dla ludzi, i dla podniebnych mieszkańców, bez których miasto nie byłoby jednak sobą!

Nikt nie wie dlaczego to właśnie Kraków tak sobie upodobały kolejne pokolenia gołębi… a może krakowskie gołębie, podobnie jak miasto, nad którym góruje Wawel z Zamkiem Królewskim, są także niezwykłe i może to nie gołębie, a zaczarowani ludzie? Dlatego w dużym mieście czują się jak u siebie i nie bojąc się wcale towarzystwa ludzi kroczą dumnie między nimi i przemierzają na swoich gołębich, różowych nóżkach krakowskie place, skwery, ulice, a na Rynku zbierają się w mniejszych lub większych grupkach, za nic sobie mając tysiące turystów przysłuchujących się dźwiękom hejnału wygrywanego od wieków z wieży Kościoła Mariackiego, nie bojąc się ciągłego ruchu, blasku fleszy, kamer… Gołębie są tu naprawdę u siebie

A jak bardzo naprawdę – o tym opowiada jedna z krakowskich legend. Działo się to za panowania księcia Henryka IV Probusa – książę chciał zjednoczyć wszystkie polskie ziemie, potrzebował jednak mnóstwa pieniędzy, by dzieła tego dokonać, tymczasem książęca kasa świeciła pustkami. Rozmyślał książę wraz ze swoimi doradcami nad tym jak zdobyć tyle pieniędzy, aby móc zjednoczyć ziemie pod swoim panowaniem. Ktoś podpowiedział mu, że w Krakowie mieszka wróżka, która potrafi czarować, mieszczanie od dawna o jej niezwykłej mądrości i ponadnaturalnych umiejętnościach opowiadali, jeden z książęcych sług wiedział, gdzie wróżka mieszka i za namową książęcą udał się wprost do jej domostwa.

Wróżka wysłuchała tego co sługa księcia miał jej do powiedzenia i zgodziła się pomóc władcy. Znała jeden sposób, dzięki któremu książę z pewnością zdobędzie upragnione i tak bardzo potrzebne mu pieniądze. Nie wiedziała jednak, czy książę wyrazi zgodę na to, aby swoje czary mogła odprawić…

Książę wysłuchał starej wróżki, zastanawiał się długo, jego oblicze przybrało surowy wyraz, widać było, że jeszcze się namyśla, ale też coraz większą pewność wróżka wyczytywała w jego oczach. W końcu książę skinął głową potakująco i dał wróżce przyzwolenie na wykonanie czarów. Wróżka wróciła do swojego domu, otworzyła jedną ze starych, grubych ksiąg, wyszukała stronicę, na której przed wiekami zapisano słowa zaklęcia, po czym nad wielkim kotłem, nad którym unosił się dym wielobarwny, o niezwykłej woni, wypowiedziała kilka zaledwie słów. To jednak wystarczyło, aby czar zadziałał!

Gdy tylko dym znad czarodziejskiego kotła unosić się zaczął nad miastem, stały się tam rzeczy przedziwne, niedługo potem znikli wszyscy rycerze z książęcej drużyny, za to nad całym Krakowem zaczęły fruwać gołębie, całe stada gołębi. Leciały szybko w stronę Rynku, po czym obsiadły wieże Kościoła Mariackiego i wszystkie w tym samym czasie zaczęły wydziobywać drobne kamyczki ze ścian kościoła, gdy tylko kamyczki upadały na ziemię, zamieniały się w złote monety, było ich bez liku, książęca służba zaczęła zbierać pieniądze do koszy, gołębie pracowały coraz szybciej, aż trudno było sługom księcia napełniać monetami kolejne kosze. Pieniędzy było bardzo dużo, na tyle, aby książę mógł zrealizować swoje marzenie i wszystkie ziemie zjednoczyć. Miał pieniądze, ale nie miał wojska, wszyscy wojowie zmienili się bowiem w gołębie!

Wróżka obiecała przywrócić im normalną postać, najpierw jednak książę musiał udać się do Rzymu, starać się o poparcie papieża dla swoich zamierzeń, rycerze mieli zostać odczarowani po powrocie księcia z papieskiej stolicy. Książę jednak nie spieszył się, kolejne dni spędzał na ucztowaniu i polowaniach, tracił coraz więcej pieniędzy i nigdy już do Krakowa nie wrócił. Zapomniał o swoich rycerzach zamienionych w gołębie, a ci do dziś dnia czekać mają na swojego księcia, bo tylko on może im przywrócić ludzkie kształty. Nie wiedzą, że książę nigdy już nie powróci, ale wciąż uparcie wzlatują ponad wysokie wieże kościołów, ponad dachy nowoczesnych wieżowców, przysiadają na oknach strychów starych kamienic i na balustradach balkonów, przechylają główki to w jedną, to w drugą stronę, wypatrują swojego księcia, rozpoznają go w kolejnych mijanych ludziach, ale nie mogą go odnaleźć…

Czy krakowskie gołębie to naprawdę zaklęci rycerze księcia Henryka?

Brak komentarzy do wpisu “O zaczarowanych krakowskich gołębiach”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)