Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strona główna » Bez kategorii » O orłach z zamku Herburtów

O orłach z zamku Herburtów

Dobromil to małe, senne miasteczko, niegdyś należące do województwa ruskiego, dziś – niedaleko granicy ukraińsko-polskiej, jak wiele tutejszych miasteczek ma w sobie coś magicznego, każdy, kto tu przybędzie, czuje ducha czasu, ducha historii, który może opowiedzieć wiele o jego dawnych dziejach i ludziach, którzy tu żyli…

Dobromil słynął kiedyś z pięknego zamku, własności rodu Herburtów. Tak naprawdę zamków było dwa – starszy i nowszy. Starszy był mniejszy i wokół niego z czasem wybudowano osadę, która później stała się miastem, a jakiś czas później, staraniem kolejnego przedstawiciela sławnego rodu Herburtów zbudowano o wiele większy zamek, oddalony nieco od Dobromila, zwany zamkiem górnym albo wysokim. Do dziś ruiny zamku górują nad okolicą i przypominają o niegdysiejszej sławie Herburtów.

Ród to był wielki, możny i liczący się w całym województwie. Kolejne pokolenia Herburtów korzystały z dorobku swoich poprzedników, jak w każdym rodzie, także  w tym znaleźli się lepsi i gorsi, mądrzejsi i mniej mądrzy, ale wszystkich cechowało jedno – szacunek do przeszłości i do swoich antenatów. Szanowali też kolejni Herburtowie swoje rodowe obyczaje, jak wieść ludowa i legenda niesie – każdy z Herburtów po śmierci przemieniać się miał we wspaniałego, białego orła, który obierał sobie schronienie w skale, na której wysoki zamek wybudowano i tam w gnieździe wychowywał swoje pisklęta.

Piękne, dumne orły od dawien dawna krążyły nad dobromilską okolicą. Pełne dostojeństwa, wielkie ptaki unosiły się na swoich wielkich skrzydłach frunąc nad zamkiem, nad Dobromilem, nad wsiami i polami, a gdzie się tylko pojawiły, tam przykuwały do siebie wzrok – pracującego na roli chłopa, który w pocie czoła siał zboże albo zbierał plony, bawiących się wesoło dzieci, które słysząc łomot wielkich skrzydeł unosiły oczy ku niebu i wpatrując się w pięknego ptaka zapominały o zabawie marząc, by wznieść się tak wysoko, ku obłokom jak wspaniały, siwy orzeł, starców, którzy chronili się przed słońcem pod rozłożystymi koronami drzew… Słowem, nie było nikogo, kto by choć na chwilę nie oderwał się od swoich obowiązków albo i zabawy, aby móc śledzić majestatyczny lot króla przestworzy – wielkiego orła!

Mijały lata, dziesięciolecia i stulecia, a wraz z nimi kolejne pokolenia Herburtów i niewiele w Dobromilu się zmieniało, do czasu jednak! Pewien młody Herburt, który całe swe życie spędził w tutejszym zamku, ożenił się z panną młodą, piękną i majętną. Weselna muzyka niosła się z wysokości zamku na całą okolicę, goście doskonale się bawili, jak to było w magnackim obyczaju, weselne zabawy trwały kilka dni. Młodzi kochali się, życie upływało im na przyjemnościach, doczekali się też synka, gdy młoda pani Herburtowa z dwórkami opiekowała się dzieckiem, jej mąż w otoczeniu przyjaciół od czasu do czasu udawał się na polowania, jak to było w rodowym obyczaju. Tutejsze lasy pełne były zwierzyny i myśliwi zawsze powracali do zamku w doskonałych nastrojach. Istniała jednak pewna niepisana tradycja, o której wiedzieli nie tylko przedstawiciele rodu, ale również wszyscy mieszkańcy dobromilskiej ziemi – nikt nie miał prawa polować na orły, nikomu też by taki śmiały pomysł nawet do głowy nie przyszedł, co prawda nikt z Herburtów nie wierzył w legendy powtarzane z pokolenia na pokolenie o tym jakoby każdy Herburt po śmierci przybierał postać orła, ale też z szacunku do majestatu pięknego ptaka nie byłby w stanie nastawać na jego życie. Kto wie – może mimo zapewnień, gdzieś na dnie serca taiła się obawa, że legenda kryje w sobie prawdę?

Młody Herburt, pełen życia i szczęścia, niesiony energią i pewnością siebie, a także naukami, które w różnych szkołach odebrał, nie chciał wierzyć w ludowe gusła – jak nazywał opowieści krążące wśród ludu, niepomny zawartej w legendzie przestrogi, według której, każdy, który porwie się na życie orła, niechybnie poniesie karę, postanowił jako pierwszy z rodu upolować ptaka. Nie przyszło mu to łatwo, coraz częściej wymykał się z zamku, obserwował orlą rodzinę od świtu po wieczór, zapominał o swoich mężowskich i ojcowskich obowiązkach, zaniedbywać zaczął rodzinę, nie zwracał uwagi na przestrogi żony, coraz bardziej zaczął się oddalać i od niej i od małego synka. Myśl o zabiciu orła nie dawała mu spokoju i zawładnęła nim całkowicie, był jak urzeczony, zaczajał się w miejscu, w którym mógł dosięgnąć orła i choć codziennie widział go i już miał do niego strzelać, to jednak wciąż nie mógł zdobyć się na odwagę, toczył prawdziwy bój ze sobą i z orłem. Wielki, wspaniały ptak nie tylko stał się głównym bohaterem jego dni, ale też nocy, gdy tylko sen go zmorzył, od razu pojawiał się w nim szybujący nad zamkiem orzeł… Młody Herburt nie mógł się uwolnić od tych myśli, w końcu postanowił – dziś zabiję orła!

Tym razem ręka mu nie drgnęła, gdy naciskał spust broni – kula dosięgła pięknego orła w locie… ciężko opadł na ziemię z rozpostartymi bezradnie skrzydłami… Stało się! Młody pan co tchu w piersiach ruszył ku swojej ofierze, wspiął się na skały, przebiegł wśród gęstych zarośli ku górze i zobaczył nieżyjącego już ptaka… nie wiedział, że w tym samym momencie, gdy oddał śmiertelny strzał do orła, odebrał również życie swojemu małemu synkowi!

Zdrowe, wesołe dziecko, bawiąc się w swojej komnacie nagle upadło i nie odzyskało już przytomności, gdy jego ojciec ze swą zdobyczą zbliżał się do wrót zamku od razu zauważył, że stało się coś złego, jego serce struchlało z przerażenia, gdy wbiegając do komnaty zobaczył swoją żonę całą trzęsącą się od płaczu i zawodzącą nad leżącym bez życia dzieckiem…

Teraz uwierzył, że legenda kryła w sobie prawdę. Osieroceni rodzice nie doczekali się już kolejnego dziecka – tak miał wyginąć sławny ród Herburtów.

Brak komentarzy do wpisu “O orłach z zamku Herburtów”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)